Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsaw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsaw. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Matsuri 2014, Warszawa (Torwar)

Witam po kolejnej dłuuugiej przerwie! W moim życiu ostatnio działo się zbyt wiele, aby móc jeszcze dodatkowo systematycznie prowadzić bloga. Powiem tylko, że powoli zbliżam się do kończenia studiów i na horyzoncie pojawiła się propozycja pracy od września, w moim zawodzie. Więc zapowiada się bardzo przyjemnie.

Ale dziś inny temat:

W sobotę (7.06) odbył się piknik z kulturą japońską, na którego wybrałyśmy się z Iris i Ru. Tak więc o 7:30 siedziałyśmy już w autobusie, a o 11 byłyśmy w stolicy. Nie dość, że doskwierało mi zmęczenie, to jeszcze z godziny na godzinę robiło się coraz bardziej gorąco… niestety na Torwarze również - tak więc  przydały się wachlarzyki, które dostałyśmy na początku ;)


Na wstępie powiem, że strasznie zawiodłyśmy się na orgach- Iris sporo wcześniej wysłała swoje zgłoszenie na miss yukaty, pisała w tej sprawie też na facebooku… i dopiero w dzień wyjazdu dowiedziała się, iż organizatorzy NIE DOSTALI JEJ MAILA. Szkoda tylko, że nie była jedyną osobą, której zgłoszenie zaginęło :( Ale później nas ładnie przeproszono, więc wybaczamy ;) Może za rok… wtedy wyślę im od razu 100 wiadomości z jej zgłoszeniem, haha. Tak, zamierzam tam wrócić, bo podobała mi się ta rodzinna atmosfera, w przeciwieństwie do konwentowego burdelu.



Sam piknik uważam za baaardzo udany- każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie. Rodziny z dziećmi miały do wyboru sporo ciekawych gier japońskich, fani rysunków mogli podpatrzeć tworzenie obrazów przez artystów, można było przymierzyć yukatę czy dowiedzieć się co nie co o kosmetykach Shiseido… czy japońskich samochodach ;) Były też wystawy drzewek bonsai, sklepik z lolicimi ciuchami czy ściana anime (tego akurat działania i sensu nie rozumiałam)  Na głównej scenie niestety momentami było… bardzo nudno. Ale co kto lubi- sztuki walki mnie nie interesują aż tak bardzo ;) Ciekawiej zrobiło się, gdy na scenę weszły zespoły taneczne, czy śpiewający artyści.  Kilka razy w przerwach na telebimku leciały teledyski Miku Hatsune, co moim zdaniem było najżywszym elementem przy głównej scenie  :D


Na kolejnym poziomie był dość spory wybór jedzenia. Dało się tam wygrzebać coś ciekawszego niż kurczak z supermarketu na patyku, bo widziałam, że niektórzy na to narzekali ;) Ja skusiłam się na pyszne  takoyaki, kare pan, onigiri, makaron z warzywami i kurczakiem (w ramach obiadu), zieloną herbatę, spróbowałam shake mocha i lody mocha. Aby mama nie była smutna, kupiłam jej gotowe już mochi sezamowe ;) Niestety nie odnalazłam alkoholi, ale podobno piwa szybko zabrakło, haha. Dużym plusem była możliwość degustacji wielu dań. Na tym poziomie były także dwa stoiska z gadżetami m&a (przepraszamy sprzedawcę za zamieszanie i marudzenie z gratisowymi figurkami, haha).

food porn :D

Na najwyższym poziomie niestety byłam najkrócej, ale na wszystko nie starczyło nam czasu… (pomimo, że byłyśmy tam od początku do końca- to niestety np. kolejki do jedzenia były baaardzo duże i trochę czasu na to szło). Ominęła nas więc ceremonia parzenia herbaty :(

Co do atrakcji, w których wzięłyśmy udział… Przypadkowo zdecydowałyśmy się już na samym początku na wzięcie udziału w konkursie Fujifilm na zabawną fotkę, ale o tym będzie później :P

to nie były zdjęcia konkursowe, tylko inne egzemplarze, które dostałyśmy :)


Trochę podjadłyśmy, pograłyśmy w różne gry (do tej pory mam swój złowiony balonik, haha), zapisałyśmy się na yukaty (zapisywałyśmy się o 13 i już wtedy wolne miejsca były dopiero od ok. 17, ale przynajmniej wszystko szło w miarę sprawnie dzięki tym zapisom), spotykałyśmy się ze znajomymi, znów jadłyśmy (XD), ograłyśmy pana w papier kamień nożyce i dostałyśmy sosy sojowe, oglądałyśmy występy i było całkiem przyjemnie… no może tylko za gorąco.

Samo pakowanie w yukatę było ciekawym przeżyciem i… było jeszcze bardziej gorąco, pomimo tego, że to strój „letni” ;) Mogłam wybrać akurat ten wzór, na który wcześniej polowałam. Już przy samym przymierzaniu jakieś starsze panie robiły mi zdjęcia, a gdy podeszłam pod ściankę, to inni zaczęli również prosić o fotki, czy cykać je z ukrycia. Potem na szczęście doszły moje dziewczyny i już nie czułam się tak dziwnie, haha. Nie wybaczę tylko Iris za to, że to co wrzuciła na fb przedstawiało  MOJE PIĘKNE TRAMPKI XD



Gdy już wydostałyśmy się z tych cudnych, gorących opakowań, wróciłyśmy bliżej pod scenę… i wtedy zawołała nas jedna z pań z obsługi i oznajmiła, że wygrałyśmy konkurs Fujifilm i będziemy proszone na scenę. Nie mogłam przestać się śmiać, gdy to usłyszałam, ale jakoś się ogarnęłyśmy i faktycznie pojawiłyśmy się znów bliżej sceny. Wtedy rozpoczął się występ Aralki, bardzo przyjemny zresztą, więc mogłyśmy go spokojnie wysłuchać :) Później było już tylko wręczanie nagród i radość z różowego aparaciku (Pan Prezes jeszcze do nas podchodził i upewniał się, czy dostałyśmy PINKKU XDD), więc na wyborach miss yukaty już się nie skupiałyśmy, haha.  Obejrzałyśmy tylko moment, gdy się przedstawiały (zapadła mi w pamięć dziewczyna, która mówiła, że lubi styl gyaru), a potem uciekłyśmy wypstrykać trochę zdjęć naszej grupce :P Także nawet nie wiem, która z pań wygrała…

nasza pinkku nagroda ;)

Zanim się obejrzałyśmy, było już ok. 19 i trzeba było uciekać na autobus. Przed 21 udało nam się zająć miejsca i odetchnąć z ulgą. Naprawdę byłam przemęczona, mój makijaż już dosłownie spływał, na oczy nie widziałam, rajstopy mi się porwały i ogólnie obraz nędzy i rozpaczy, haha. Byłam nawet gotowa zasnąć w autobusie, czego nigdy nie robię, ALE siedziały za mną trzy młodziutkie dziewczyny wracające z jakiegoś festiwalu fitness i non stop rozmawiały bardzo głośno… aż do samej północy, czyli do końca trasy. Znałam już chyba każdej z nich życiorys i problemy rodzinne.  _-_ Nadmienię, że reszta autobusu była zupełnie cichutko, pewnie ci z przodu mogli nawet się zdrzemnąć… :(

droga powrotna, przepraszam za twarz xD


Ogólnie wyjazd oceniam baaardzo pozytywnie (zwłaszcza, że zazwyczaj jeżdżę tylko na koncerty, więc to była ciekawa odmiana XD). Tutaj nastąpi mały spam zdjęciami:




a to był mój outfit w całości


Wszystkie zdjęcia zostały wykonane nowym telefonem, z którym jeszcze się zaprzyjaźniam... tęsknię czasem za moim maluszkiem, ale nie przeżył podwójnego lądowania pod kołami autobusu xD


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Echolalia


Szybka notka, bo po 3 godzinach statystycznych obliczeń padam na pyszczek... to nie na mój biedny mózg.

Chciałam tylko opisać ubiegły weekend. 
Zdecydowanie ostatnia sobota to chyba najlepszy dzień w przeciągu ostatnich dwóch lat… z pewnych względów, które znają tylko moi najbliżsi znajomi. Cieszę się, że podołałam! Mam teraz o wiele więcej sił i jakiekolwiek nowe cele w życiu, a nie bujanie się z dnia na dzień.

Wracając do konkretów, w sobotę całą ekipą z czerwonego dżipa wybraliśmy się na koncert do Warszawy. Koncert Gothiki- mój już czwarty, ale tam w większości zawsze spotykam takich starych weteranów, jak ja, haha.
Pomijając klub-zimną norę w piwnicy na Pradze Północ i prawie 1,5 opóźnienia (myślałam, że wszyscy zamarzną)- reszta jak zawsze była bardzo przyjemna i wesoła. Dawno się tak dobrze nie wybawiłam i chyba jestem już za stara (albo byłam zbyt chora, antybiotyk osłabia jednak…), bo w pewnym momencie tańczenia zrobiło się dość nieprzyjemnie, haha. Duża dawka pozytywnej energii, jak stwierdza za każdym razem Andro. I cóż, przepraszamy, że dla Polski zawsze musi być specjalna setlista, bo nam ciągle mało… ale rekordu bisów nie pobito, pewnie przez opóźnienie XD Nie wiem co było wyżej, wesele jakieś czy prywatka, ludzie w sukienkach i garniturach… którzy zeszli do nas i przyłączyli się do zabawy… po początkowym mindfuck’u <3 Nie rozumiałam tylko co robią na tego typu koncercie pewnego typu osoby... chyba nie wiedzieli, na co się piszą i co ci muzycy myślą o pewnych sprawach, np. o j-rocku... ryzykowne... takie wychylanie się... ale nie gorzej niż rozmowy z Yoshikim o yaoi i Dir En Grey- tego nikt nie przebił, chyba, że coś mnie ominęło xD  No dobra, ja też gadałam z Andro o v-kei ale ustalaliśmy, w którym roku i z kim grali w Poznaniu, to się nie liczy. Aczkolwiek niektórzy nigdy nie przestaną mnie dziwić... albo dobra, lepiej zamilknę, z grzeczności.

Mogłabym chodzić na takie imprezy co weekend, szkoda, że nie ma takiej opcji…~

Troszkę zdjęć (wybaczcie moją zasmarkaną i zakaszlaną twarz) i idę spać:





Yoshiki

Amara :3 Strasznie osobowością przypomina mi jedną znajomą... xD

Andro


My wszyscy razem xD


Ludkowie, Gothika średni gra u nas w Polsce raz w roku, naprawdę bardzo polecam ten zespół i boli mnie, że tak niewielu ludzi ich zna, docenia i potrafi tyle przejechać co my, żeby się z nimi dobrze zabawić- w dodatku tanim kosztem, jeśli chodzi o cenę imprezy :D WARTO. Najbliższy występ w PL- Castle Party w wakacje... mnie tam nie będzie, ale mam nadzieje, że ludzie nie zawiodą :(