Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cute. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cute. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 marca 2014

O wszystkim i o niczym.

Hej ho!

To będzie nudna notka o moim życiu, więc jeśli kogoś to nie interesuję, polecam nie czytać ;)

Troszkę mnie tu nie było, jestem strasznie niesystematyczna, wiem wiem...
W zasadzie działo się tyle, że zaniedbałam większość swoich "internetowych obowiązków".
Teraz, po sesji egzaminacyjnej, po tygodniowej grypie, wchodzę w etap praktyk w szkole podstawowej... zaczynam 10 marca i szczerze mówiąc, troszkę się stresuję. Ostatnio pracowałam w szkole dwa lata temu, więc odrobinę odzwyczaiłam się od tego całego zamieszania :P

A co działo się pomiędzy?

Moje dziewczyny wróciły oczywiście z Japonii, i przywiozły mi troszkę pamiątek :)
Tej czekolady Willy Wonka chyba NIGDY nie zjem, a rzęs bałam się używać, haha. Ale jednak się odważyłam- i bardzo je polubiłam :D

Później... Walentynki... które spędziłam tak:

:D

...Następnie nastąpiła straszna choroba zwana grypą, która zwaliła i mnie i mamę z nóg na ponad tydzień (w zasadzie ciągle miałam gorączkę i prawie nie opuszczałam łóżka... nikomu nie życzę takich infekcji :()

Dopiero wracają mi siły, więc staram się znów wrócić do żywych, do rytmu pracy, jaki narzuciłam sobie wcześniej :)

Na przykład... ostatnio dostałam wiadomość od dawnej przyjaciółki z podstawówki. Założyła własną agencję reklamy i promocji.. i zaproponowała mi małą współpracę.
Dzięki temu wczoraj miałam okazję sprawdzić się na prawdziwej, profesjonalnej sesji zdjęciowej. Potraktowałam to raczej jako zabawę i chęć zdobycia nowych doświadczeń, dlatego bardzo dobrze się bawiłam :D

Przyznam, że starałam się nikomu nie mówić o moich planach, ponieważ sama nie byłam pewna, czy wezmę w tym udział. Jakoś nigdy nie zależało mi na takich rzeczach... Mam nadzieję, że tego nie pożałuję :)
Było tam kilku moich znajomych, poznałam też kilka przesympatycznych osób (przepraszam wizażystkę za to, że przeze mnie znienawidziła azjatycki typ makijażu i musiałyśmy improwizować, haha)... i wcale nie czuło się żadnego napięcia i stresu. Pomimo, że spędziłam tam cały dzień (chciałam poczekać na kolegę, który jest fryzjerem). Jedyne, co dziś czuję, to zakwasy na udach- od całego dnia biegania na obcasach, haha.
Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zobaczymy jakieś efekty tej pracy :)

Tutaj mała zabawa w studiu. Tak, czasem nam się nudziło :D





Szkoda, że na zdjęciach nie mogłam mieć tej czapki, haha :D


wrzucę jeszcze kilka zdjęć z ostatnich zakupów:

tak, kolejny tint od astora... 4 w kolekcji xDDD

taaak! nowe soczewki! 2 pary są moje...przyszły idealnie na czas sesji! następna notka będzie o nich :D

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Przedświątecznie- czyli urodzinowo ;)

Chociaż mój humor jest paskudny, to napiszę nową notkę- obiecałam to sobie wczoraj i dotrzymam słowa, haha. Miała być wesoła noteczka i będzie :)

Przedwczoraj odbył się ostatni, świąteczny japoński przed wyjazdem Ru i Iriska do Japonii... wracajcie, już wszyscy tęsknią ;____



Gdy zakończyłyśmy lekcję, przeszłyśmy do zabawy.. lalkami, haha. Iris wie, jaką mam słabość do jej bjd Deliaszka... więc pozwoliła mi go przebrać! Zrobiłyśmy z niego amerykańskiego małolata skejta, którego zakuli w kajdany i wsadzili do więzienia :D

Deliah i ciocia Sisu :D

Rozbieram Deliaszka.. widzicie jak się zapiera? :D

pojmany </3

awww... ciągle myślę o tym, żeby dziewczynom udała się wyprawa <3 Bezpiecznej podróży!


Druga część notki... urodzinowa! Jak większość z was zapewne NIE wie, wczoraj miałam urodziny. Stuknęły mi 23 lata. Z pewnych względów nie mogłam zrobić tak sporej imprezy jak ostatnio, więc jak co roku przyszły do mnie Mibu i Keiyu- to już chyba tradycja :D Opiłyśmy się malibu, najadłyśmy gofrów z bitą śmietaną, wytańczyłyśmy się z kinectem... a ja nawet zdobyłam nową umiejętność- powożenia XDDDD

Wspólna focia (chyba jedyna, jaka wyszła... robiłyśmy je na sam koniec, wymęczone skakaniem xD)


Mój strój tego dnia:



I zbliżenie:



... już od 3 osób usłyszałam, że przypominam tu Hyunę o.O Nie przepadam za nią i jedynie projekt Troublemaker mi się podoba i tam ją trawię... ale przepraszam, ona jest ładniejsza :D

I prezenty <3333333
Zegarek od mamy, który jak skomentowała moja przyjaciółka z liceum "tylko Ty jesteś godna noszenia takiego zegarka (...) Chyba w życiu nie widziałam bardziej trafionego prezentu" xDDDD
+ od dziewczyn torba z moim projektem grafiki "Yes Sir, I'm ONE OF A KIND" <3 i trzy nowe sztuki wosków od yankee candle, od których ostatnio jestem uzależniona </3




Teraz tylko przeżyć jakoś te święta (nie zapowiadają się zbyt przyjemnie, niestety...). Może po nich wyjadę sobie do babci i odpocznę od tego wszystkiego, co ostatnio dzieje się w domu. I niektórzy sobie ode mnie odpoczną. Przynajmniej będę mogła usiąść i skupić się na pisaniu pracy magisterskiej. Tak, to chyba najlepszy pomysł :)


Chciałabym życzyć Wam, wszystkim czytającym tę notkę, spokojnych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia. Abyście miło spędzili czas w rodzinnym gronie, zjedli dużo pysznych rzeczy i otrzymali wymarzone prezenty- chociaż to powinno być najmniej istotne. Pamiętajcie, w tych dniach najważniejsze jest trzymać się razem! :) Buziaki :*





niedziela, 15 grudnia 2013

Zapracowany tydzień~

Miało być o kosmetykach Biodermic, ale po ostatnim tygodniu przespałam dziś prawie cały dzień... żeby odespać te kilka dni. Dużo się działo, dużo pracy i chaosu. Powoli przygotowania świąteczne ogarnęły mój dom a dodatkowo ja i kilka dziewczyn byłyśmy zobowiązane do przygotowania Wigilii grupowej (w ramach naszej grupy studenckiej i w ramach projektu do zaliczenia zajęć...). Dwa dni spędzone na zakupach, przygotowaniach, a potem szalony piątek... byłam Mikołajką! :D






a wieczorem, tego samego dnia... małe, urodzinowe party Keiyu :D

Moje przyjaciółki ukochane <3





I dla porównania, Sisu w dzień i Sisu wieczorem :DDDD



I jeszcze cudowna wiadomość! Zapewne będę miała niedługo drugiego szynszyla <3 Już wybrałam mu imię... oby tylko poprzednia właścicielka się nie rozmyśliła, bo już czekam kilka godzin na kolejną wiadomość (już czysto formalną i ostatnią, z adresem odbioru) od niej i nic... :( Ale bądźmy dobrej myśli!



:D




niedziela, 20 października 2013

Autumn by Lisek

Dzisiaj kolejna szybka notka (ostatnio cierpię na podejrzany brak czasu na cokolwiek!). W kolejnej obiecuję recenzję jakiegoś kosmetyku, ponieważ nazbierało się tego już trochę- kremy BB? mascara od Missha? Korektor od Skin79? Kosmetyki do włosów, które testuję od dwóch miesięcy? Tinty? Peruki? Soczewki? Tyyyyle materiału, a ja zwykły leniuszek... ;___;

Dzisiejszy dzień był milutką odskocznią. Wybrałyśmy się z Basią aka Liskiem (cudowny fotograf, a to dopiero nasz pierwszy raz!) i Kasią aka Keiyu (asystent <3) na całkiem ciekawą sesję zdjęciową. Mogłam bez liku się śmiać, wygłupiać, łazić po bagnach, dziwnych laskach- czyli to, co Sisu lubi najbardziej. Starałam się być grzeczna, naprawdę... ale chyba dopiero atak pająków mnie uspokoił. Siedziałam na jakimś dziwnym pajęczym mrowisku i starałam się nie dostać zawału, zdecydowania to sprowadza na ziemię... :D
Ale tak na serio, bardzo mi się to wszystko podobało, chociaż nie mam doświadczenia w takich sprawach i najpierw czułam się skrępowana...

Najpierw zareklamuję Basię, jej prace możecie obejrzeć -> tutaj <-
A tutaj jest próbka z naszej dzisiejszej sesji:







tutaj były pająki ;_;



sobota, 12 października 2013

Farbowanie włosów- czyli ognista katastrofa

Post na temat farbowania włosów miał jeszcze trochę poczekać- ale wczoraj stała się mała włosowa katastrofa... Także post będzie wyglądał troszkę inaczej, niż to sobie zaplanowałam.

Jak zapewne część z Was kojarzy, przez kilka dobrych lat miałam prawie biało-czarne włosy, a w tym roku postanowiłam to zmienić...




 Najpierw zaczęłam od przyciemniania jasnej, spalonej już praktycznie strony...


W końcu odważyłam się na rozjaśnienie ciemnych włosów. Wybrałam domowy sposób- kąpiel rozjaśniającą (mieszanka rozjaśniacza, odżywki i szamponu). Po dwóch krótkich kąpielach (nie byłam pewna co z tego wyniknie) otrzymałam zadowalający odcień, pozwalający mi na nadanie włosom innej barwy :D

(przepraszam za brak makijażu XD)

Sposób z kąpielą okazał się ekstra- włosy ani trochę się nie zniszczyły, były mięciutkie i nic nie zapowiadało sianka :D 

Miałam w planach jakiś rudy kolorek, ale ostatecznie w sklepie sięgnęłam po jakąś czerwień z Garniera (dokładnie nie pamiętam, ale to nieważne- farba się nie sprawdziła).
Nie dość, że włosy znów pociemniały, to czerwony pigment spłukał się z nich praktycznie błyskawicznie... Odczekałam aż farba całkowicie wypłucze się do rudych (nie trwało to długo...) i zdecydowałam się na farbę z "wyższej półki", ponieważ czytałam wiele pozytywnych recenzji na temat jej trwałości :)


I to był strzał w dziesiątkę!

Nadal było widać różnicę w grzywce, ale wiadomo, przecież była jaśniutkim blondem :D Szczerze polecam tę serię od L'oreal (NIE INNE SERIE, NA KONIEC ZOBACZYCIE DLACZEGO >_<). Kolor spłukiwał się wraz z wodą, ale utrzymywał na głowie- po trzech tygodniach widziałam swoje odrosty a jednak reszta włosów nadal była wyraźnie czerwona (a to bardzo rzadkie w czerwonych odcieniach). No i boska, bardzo duża odżywka <3

Farbowałam nią włosy jeszcze kilka razy, i byłam równie zadowolona.



Ostatnio jednak zaplanowałam małe zmiany, chciałam uspokoić ten odcień czerwieni (z każdym farbowaniem okazywał się coraz bardziej żarówkowaty...)- marzyło mi się wyrównanie koloru, czyli żeby włosy na czubku głowy miały taki odcień jak same końcówki (na zdjęciu na placu zabaw widać tę różnicę).
Najpierw jednak musiałam je ściąć, po bo lecie zaczęły mi wypadać baaardzo intensywnie (nie mogę mieć długich włosów- za słabe cebulki)


Byłam (i jestem) niezbyt zadowolona z tego ścięcia, a zwłaszcza z grzywki... Jestem fanką prostej i gęstej, a fryzjerka namówiła mnie na jej wycieniowanie... więc teraz muszę zaczesywać ją czasem na bok, żeby nie mieć "grzebienia" na czole ;_;
Ale jak widać- kolorek był ładny, najbardziej podobał mi się z tyłu- taka winna czerwień.
Wczoraj postanowiłam znów zaufać marce L'oreal.... i przejechałam się na tym bardzo, bardzo, bardzo.

Nigdzie nie mogłam dostać tego odcienia:

Jest odcieniem ciemniejszym od mojego faworyta... ale przetrząsnęłam każdą drogerię w Białymstoku i nigdzie go nie było! O_O

Zadowolona z firmy, szukałam więc innych czerwieni i w łapki wpadła mi ta pianka...

 565 Ognista Czerwień 

Nigdzie nie było próbki koloru, ale chyba nazwa powinna mówić sama za siebie, nie? Kolor na pudełku też mógł się trochę różnić, no ok... ale jak spojrzałam wczoraj w lustro po farbowaniu... to zwyczajnie się rozryczałam.


Jakby to opisać słowami... Kolor był.. ciemny, jak widać. Taki ciemny brąz, wymieszany z czarnym, fioletem i wystającym w paru miejscach poprzednim czerwonym...
W każdym bądź razie- ZERO OGNIA. I ZERO CZERWIENI.

Umyłam włosy szamponem ziołowym, rano umyłam dwukrotnie również tym samym... i ten piekielny brąz nie chce się sprać! W poniedziałek kupię Nizoral... tyle miesięcy rozjaśniania poszło się dymać...
Najgorsze jest to, że teraz nie mogę ponownie rozjaśnić włosów, bo je stracę (kolega fryzjer ładnie mi wszystko wyjaśnił...). Muszę odczekać ze dwa tygodnie, a potem kombinować... albo pogodzić się z ponownie ciemnymi, nijakimi włosami.

Zrobiłam dziś kilka zdjęć, żeby sprawdzić jak to wszystko komponuje się z makijażem a nie z zaryczaną buźką... no ale nie jestem nadal szczęśliwa.
Porównanie przed i po farbowaniu...





Także... nie polecam!

:(



wtorek, 24 września 2013

Shopping i MJ jacket

Hejka!

Z góry chciałam przeprosić za jakość zdjęć, ale jestem chora i nie uśmiechało mi się spędzanie czasu na dopieszczaniu wszystkiego, a potem już nawet było zbyt ciemno...

Ostatnio pojechałam z mamą na zakupy- miała kupić sobie spodnie, buty i jakieś potrzebne do jej wyjazdu do Szwecji rzeczy... I oczywiście nic ciekawego nie mogłyśmy znaleźć. To straszne, jak beznadziejne spodnie robią sieciówki w większych rozmiarach (42) i ile sobie za nie cenią O_O
W każdym bądź razie ja polowałam na bluzę zakładaną przez głowę lub cieńszy sweterek... i również nic nie wpadło mi w oko (a to co wpadło, zdecydowanie przekraczało mój budżet xD).
I oczywiście musiałam wpaść na coś, czego KOMPLETNIE nie planowałam a zapragnęłam całym sercem.

Nigdy chyba o tym nie wspominałam, ale od dzieciństwa jestem wielką fanką MJ. Jest to zdecydowanie jeden z tych idoli, na których wyrosłam i którym wiele zawdzięczam. Więc zawsze, gdy widzę coś, co kojarzy mi się z Jacksonem... od razu za to chwytam i niosę do domu. Ostatnio nawet moja mama nauczyła się tego i po moim powrocie z Ustronia wręczyła mi cudny pamiątkowy album z pobytu MJ w Polsce. Zdobyła go dosłownie za grosze *o*

No ale ja nie o tym. Wracajmy do zakupów i jednej z białostockich galerii handlowych.
Wchodzę od niechcenia do De Facto, mama przegląda sobie kurtki i próbuje się wbić w jakąś czerwoną, ale jęczy, że jej się na piersiach nie zapina... Zerkam na to, co moja rodzicielka tworzy... I JUŻ WIEM, Z CZYM WRÓCĘ DO DOMU.
Jak zapewne każdy wie, MJ wylansował wiele elementów garderoby, które do tej pory wracają do łask. Gdy zobaczyłam w co wciska się moja mama, zabrałam jej to i schowałam się w przymierzalni... na mnie pasowała idealnie. A mama była zadowolona, że kupiłam sobie wreszcie coś, co nie było czarne.

Oto inspiracja:

A to moja zdobycz :D


Wiem, nie jest identyczna, ale jest bardziej dostosowana do mnie... xD Czarne rurki, czarne wysokie skórzane botki i czuję się w niej idealnie! Nie mogę doczekać się wiosny lub powrotu cieplejszej, złotej jesieni...
Przed przeceną kosztowała ponad 200 złotych (już wyrzuciłam metkę _-_) a ja ją nabyłam za 120 zł, bo miała małą dziurkę- którą zakryłam ćwiekiem :D


Oprócz tego potrzebowałam nowej czapki (trochę grubszej od ozdobionej przeze mnie "menelki" z dużo wcześniejszego posta), więc i za tym się oglądałam. Zamarzyły mi się jakieś uszka, ale nie nachalne i niezbyt infantylne. W Tally Weijl wpadła mi w oko czarna czapeczka z misiowymi uszami za 24,90... ale postanowiłam jeszcze się rozejrzeć. I wtedy w Housie zauważyłam IDENTYCZNĄ (tylko metka sieciówki w środku się różniła :D) za 19,90. Stwierdziłam, że to przeznaczenie, wybrałam kolor (czarny, oczywiście) i ruszyłam do kasy.

Polecam, cieplutka, wygodna (mam duży romiar łebka, a tu był wybór rozmiarówek) i całkiem urocza :D Teraz zima mi nie straszna, haha.

Tego samego dnia rano zauważyłam, że kończą mi się moje perfumy (Naomi Campbell Cat Deluxe), z fioletowego Bruno Banani też już nic bym nie wycisnęła, więc zostałam zmuszona do kupienia jakichś małych, na zastępstwo (ponieważ na Gwiazdkę dostanę Fame od Lady Gaga, więc nie opłacało mi się teraz w nic większego inwestować).  
W SuperPharm wpadłam na promocję perfum Bourjois Glamour... i zakochałam się zarówno we flakonikach, jak i zapachach. Najbardziej przypadł mi do gustu zapach Lovely, ale postanowiłam najpierw sprawdzić, jak moja skóra na niego zareguje.

Opis kompozycji z http://ibeauty.pl/
nuty głowy - liść fiołka, czarna porzeczka, czerwone jabłko
nuty serca - róża turecka, jaśmin
nuty bazy - biały cedr, piżmo, bursztyn
... i było to bardzo dobre posunięcie, bo niestety po godzinie zapach na mojej skórze zrobił się straszliwie słodki, ciężki (a lubię ciężkie zapachy), ale zbyt słodki i trochę... mydlany? Aczkolwiek kiedyś i tak je kupię.... xD Chciałabym go dłużej postosować i sprawdzić, jak sprawuje się w codziennym użytku. Może mój nos był już tak zmęczony, że mnie oszukał i jednak pierwszy "niuch" był trafny i to nowe perfumy specjalnie dla mnie!

...Zdecydowałam się w końcu na sprawdzone już wcześniej Playboye :)

Mam nadzieję, że te 30ml wystarczy mi do końca grudnia, bo będę musiała posiłkować się dezodorantami :D


To tyle, a teraz idę lizać rany po dzisiejszym oczyszczaniu twarzy u kosmetyczki </3 Moja twarz nie nadaje się dzisiaj do niczego, więc jak tylko dobiegłam do domu (kosmetyczka na osiedlu), to wskoczyłam pod koc i alienowałam się z książką :D