Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 listopada 2014

Powroty.

Konnichiwa minna-san!


Ile to już razy porzucałam i powracałam do pisania bloga? Leń ze mnie okropny. A tyle miałam planów, recenzji... i ciągle o tym zapominałam. Może teraz, gdy moje życie znów powoli się stabilizuje, znajdę troszkę więcej sił i czasu?


Ze względu na to, iż dawno mnie tu nie było, będzie to notka z cyklu "co u mnie?" (krótko i zwięźle)- więc jeśli nie interesują cię życiowe historie i wywody, możesz ominąć dalszą część. (¬‿¬) 

W kolejnych notkach postaram skupić się bardziej na recenzjach.

A więc... co u mnie?


W lipcu obroniłam swoją pracę magisterską (związaną z mangą i anime, więc poszło gładko (*^▽^*)) i wreszcie ukończyłam studia.



Takie szczęśliwe Sisu, bo nie musi tam już wracać xD

Od kwietnia chodziłam na wolontariat do jednej z prywatnych szkół i niedługo po obronie dowiedziałam się, że dostanę tam od września pracę. Więc początek kariery pedagogicznej poszedł mi dość gładko, chociaż niektóre rzeczy do tej pory mnie przerażają :D

Ostatnie studenckie wakacje (if u know what I mean, legitymacja XD) spędziłam więc na bardzo dużym luzie- kilka dni po obronie pojechałam na koncert Loka, który będę wspominała jako ten jeden z najlepszych. Bardzo pozytywna atmosfera, przyjazne, powiedziałabym wręcz "swojskie" chłopaki :D 


Odwiedziłam również po raz kolejny Yoki i znów przesiedziałyśmy trochę czasu w Ustroniu. Chyba nigdzie tak dobrze mi się nie wypoczywa :)


 taaaak, różowe włosy! (✿´‿`)





Wróciłam, jeszcze trochę poleniuchowałam i trzeba było wyruszać do pracy. Pomimo wcześniejszego wolontariatu, szybko przekonałam się, że to zupełnie coś... innego. Ale nie będę się o tym rozpisywać.

Niestety, po ładnie przepracowanym wrześniu, w październiku zwaliła mnie z nóg dość poważna choroba. Do tej pory takie rzeczy kojarzyły mi się owszem, z bólem, ale przez kilka dni- bierzesz lek przeciwbólowy, wygrzewasz 3 dni i możesz ruszać dalej. 
Tutaj już podczas pierwszej doby miałam ochotę rozwalić sobie głowę o ścianę, wyjąc co kilkanaście minut z powodu okropnego, do niczego nie porównywalnego bólu. Dopiero, gdy po drugiej próbie dostania się na pogotowie wylądowałam na SORze zdałam sobie sprawę, że to coś poważnego- rtg, tomografia, rezonans głowy, kilku specjalistów z różnych dziedzin. Byłam okropnie wystraszona x.x Kolejnego dnia inny SOR, leki przeciwbólowe łykane garściami, ketonal w tyłek, kroplówki... nikomu tego nie życzę, nikomu. Jedyny plus to to, że diagnoza została postawiona dość szybko, jak na naszą służbę zdrowia.
Gdy po ponad tygodniu zwolnienia dostałam się do neurologa, doszły kolejne dwa tygodnie w łóżku i nawet po upływie tego czasu zakaz zmuszania się do pracy (jęczałam, że chcę już wyjść z domu pomimo bólu- mniejszego, ale bólu xD). 
Dopiero po tych ponad 3 tygodniach siedzenia na tyłku byłam w stanie wyjść z domu (i to dość chwiejnie) i zacząć znów pracę. Niestety, jeden z leków kompletnie rozwalił mi odporność i już pierwszego dnia złapałam infekcję (o które nie trudno przy kilkudziesięciu zasmarkanych dzieciaczkach ;)). O całkowitym braku odporności przekonana jestem do dzisiaj- minęły kolejne dwa tygodnie, a ciągle jestem chora. Przeszłam już grypę żołądkową, zapalenie gardła, teraz jestem na etapie dobijającego kataru i kaszlu. A leku nie mogłam odstawić... bez niego znów pojawiał się ból. Jedno leczy, na drugie szkodzi. We środę kolejna wizyta u neurologa, chciałabym już odstawić to paskudztwo i skupić się na infekcjach...
I wiecie co mnie jeszcze najbardziej przeraża? Że ten ból potrafi sobie wracać, zamieniać się w chorobę przewlekłą... Nie jest zbadane dlaczego się pojawia (jeśli nie ma uszkodzenia mechanicznego- u mnie nie było), ani jak to wyleczyć. Nie wyobrażam sobie kolejnego ataku, huh.

Gdy już skończyło się zwolnienie, pomimo przeziębienia starałam się znów żyć. Spokojniej, wolniej, ale żyć. Nawet udało mi się wyjść na ponad 2 godzinki na Halloween z przyjaciółmi <3 Moim strojem został cosplay, który szykowałam już od kilku miesięcy ale przez chorobę musiał zostać jeszcze odkładany. Dzień przed Halloween zaczęłam ogarniać perukę i wysyłać mamę po kupno kamizelki xD

Kaneki Ken "Tokyo Ghoul"

Również udało mi się wyjść w sobotę na urodziny przyjaciółki- i to był pierwszy dzień od początku października, kiedy byłam w stanie zrobić swój makijaż... Nawet do pracy chodziłam bez podkładu i z jedynie pomalowanymi rzęsami x.X Tutaj też było ciężko, bo przez katar łzawiły mi oczy... ale się nie poddaję, chcę wrócić do normalnego życia. :D



Sztuczne światło zjadło mi konturowanie i cienie na zdjęciach, ale i tak jestem zadowolona, że wreszcie wyglądam choć troszkę jak człowiek :3 Na drugim zdjęciu widać, w jakim stanie są teraz moje włosy- w bardzo kiepskim. Gdzieś w połowie leczenia zaczęła mi się buntować skóra i zaczęły bardzo wypadać włosy... Podcięłam je, zaczęłam nawilżać olejem kokosowym- i niestety, niewiele to daje. Rzadkie sianko. Muszę dokończyć leczenie i wtedy coś wymyślić, jednak to zajmie sporo czasu, zanim dojdą do siebie. W pracy i tak najczęściej łapię je w kucyk, bo najwygodniej. 

Huhu, zaczęłam notkę tak optymistycznie, a skończyłam na gorzkich żalach. Ale to już ostatni raz! Znów zaczynam żyć (naprawdę tak się czuję) i choć jeszcze trochę mi to zajmie, staram się przywrócić mój porządnie podkopany optymizm... (⌒▽⌒)☆

Dbajcie o siebie, szczególnie podczas takiej zdradliwej pogody- ale i w każdej innej sytuacji. Pamiętajcie, zdrowie jest najważniejsze 

niedziela, 2 marca 2014

O wszystkim i o niczym.

Hej ho!

To będzie nudna notka o moim życiu, więc jeśli kogoś to nie interesuję, polecam nie czytać ;)

Troszkę mnie tu nie było, jestem strasznie niesystematyczna, wiem wiem...
W zasadzie działo się tyle, że zaniedbałam większość swoich "internetowych obowiązków".
Teraz, po sesji egzaminacyjnej, po tygodniowej grypie, wchodzę w etap praktyk w szkole podstawowej... zaczynam 10 marca i szczerze mówiąc, troszkę się stresuję. Ostatnio pracowałam w szkole dwa lata temu, więc odrobinę odzwyczaiłam się od tego całego zamieszania :P

A co działo się pomiędzy?

Moje dziewczyny wróciły oczywiście z Japonii, i przywiozły mi troszkę pamiątek :)
Tej czekolady Willy Wonka chyba NIGDY nie zjem, a rzęs bałam się używać, haha. Ale jednak się odważyłam- i bardzo je polubiłam :D

Później... Walentynki... które spędziłam tak:

:D

...Następnie nastąpiła straszna choroba zwana grypą, która zwaliła i mnie i mamę z nóg na ponad tydzień (w zasadzie ciągle miałam gorączkę i prawie nie opuszczałam łóżka... nikomu nie życzę takich infekcji :()

Dopiero wracają mi siły, więc staram się znów wrócić do żywych, do rytmu pracy, jaki narzuciłam sobie wcześniej :)

Na przykład... ostatnio dostałam wiadomość od dawnej przyjaciółki z podstawówki. Założyła własną agencję reklamy i promocji.. i zaproponowała mi małą współpracę.
Dzięki temu wczoraj miałam okazję sprawdzić się na prawdziwej, profesjonalnej sesji zdjęciowej. Potraktowałam to raczej jako zabawę i chęć zdobycia nowych doświadczeń, dlatego bardzo dobrze się bawiłam :D

Przyznam, że starałam się nikomu nie mówić o moich planach, ponieważ sama nie byłam pewna, czy wezmę w tym udział. Jakoś nigdy nie zależało mi na takich rzeczach... Mam nadzieję, że tego nie pożałuję :)
Było tam kilku moich znajomych, poznałam też kilka przesympatycznych osób (przepraszam wizażystkę za to, że przeze mnie znienawidziła azjatycki typ makijażu i musiałyśmy improwizować, haha)... i wcale nie czuło się żadnego napięcia i stresu. Pomimo, że spędziłam tam cały dzień (chciałam poczekać na kolegę, który jest fryzjerem). Jedyne, co dziś czuję, to zakwasy na udach- od całego dnia biegania na obcasach, haha.
Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zobaczymy jakieś efekty tej pracy :)

Tutaj mała zabawa w studiu. Tak, czasem nam się nudziło :D





Szkoda, że na zdjęciach nie mogłam mieć tej czapki, haha :D


wrzucę jeszcze kilka zdjęć z ostatnich zakupów:

tak, kolejny tint od astora... 4 w kolekcji xDDD

taaak! nowe soczewki! 2 pary są moje...przyszły idealnie na czas sesji! następna notka będzie o nich :D

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Przedświątecznie- czyli urodzinowo ;)

Chociaż mój humor jest paskudny, to napiszę nową notkę- obiecałam to sobie wczoraj i dotrzymam słowa, haha. Miała być wesoła noteczka i będzie :)

Przedwczoraj odbył się ostatni, świąteczny japoński przed wyjazdem Ru i Iriska do Japonii... wracajcie, już wszyscy tęsknią ;____



Gdy zakończyłyśmy lekcję, przeszłyśmy do zabawy.. lalkami, haha. Iris wie, jaką mam słabość do jej bjd Deliaszka... więc pozwoliła mi go przebrać! Zrobiłyśmy z niego amerykańskiego małolata skejta, którego zakuli w kajdany i wsadzili do więzienia :D

Deliah i ciocia Sisu :D

Rozbieram Deliaszka.. widzicie jak się zapiera? :D

pojmany </3

awww... ciągle myślę o tym, żeby dziewczynom udała się wyprawa <3 Bezpiecznej podróży!


Druga część notki... urodzinowa! Jak większość z was zapewne NIE wie, wczoraj miałam urodziny. Stuknęły mi 23 lata. Z pewnych względów nie mogłam zrobić tak sporej imprezy jak ostatnio, więc jak co roku przyszły do mnie Mibu i Keiyu- to już chyba tradycja :D Opiłyśmy się malibu, najadłyśmy gofrów z bitą śmietaną, wytańczyłyśmy się z kinectem... a ja nawet zdobyłam nową umiejętność- powożenia XDDDD

Wspólna focia (chyba jedyna, jaka wyszła... robiłyśmy je na sam koniec, wymęczone skakaniem xD)


Mój strój tego dnia:



I zbliżenie:



... już od 3 osób usłyszałam, że przypominam tu Hyunę o.O Nie przepadam za nią i jedynie projekt Troublemaker mi się podoba i tam ją trawię... ale przepraszam, ona jest ładniejsza :D

I prezenty <3333333
Zegarek od mamy, który jak skomentowała moja przyjaciółka z liceum "tylko Ty jesteś godna noszenia takiego zegarka (...) Chyba w życiu nie widziałam bardziej trafionego prezentu" xDDDD
+ od dziewczyn torba z moim projektem grafiki "Yes Sir, I'm ONE OF A KIND" <3 i trzy nowe sztuki wosków od yankee candle, od których ostatnio jestem uzależniona </3




Teraz tylko przeżyć jakoś te święta (nie zapowiadają się zbyt przyjemnie, niestety...). Może po nich wyjadę sobie do babci i odpocznę od tego wszystkiego, co ostatnio dzieje się w domu. I niektórzy sobie ode mnie odpoczną. Przynajmniej będę mogła usiąść i skupić się na pisaniu pracy magisterskiej. Tak, to chyba najlepszy pomysł :)


Chciałabym życzyć Wam, wszystkim czytającym tę notkę, spokojnych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia. Abyście miło spędzili czas w rodzinnym gronie, zjedli dużo pysznych rzeczy i otrzymali wymarzone prezenty- chociaż to powinno być najmniej istotne. Pamiętajcie, w tych dniach najważniejsze jest trzymać się razem! :) Buziaki :*





środa, 4 grudnia 2013

Zeberkowo

Wreszcie skończyłam chorować! Od poniedziałku chodzę (powiedzmy) na zajęcia, wreszcie po "wypłacie" mogłam pojechać na zakupy, albo zrobić je w necie... i  niestety znów mam mniej czasu :( Jutro czeka mnie cały dzień w bibliotekach, ale będę dzielna i nie usnę w cichutkich czytelniach... oby.
W sobotę, jeszcze trochę chora, poszłam na urodziny kolegi (stylisty fryzur, o którym pisałam ostatnim razem przy temacie włosów) i pomimo choroby całkiem nieźle się wybawiłam :D Mieliśmy małą salę vip dla siebie, o której praktycznie nikt nie wiedział... śmiesznie było! Niestety normalnych zdjęć nie posiadam, jedyne całościowe to te z zaskoczenia, na którym wyglądam jak kot, który nie ogarnia kuwety:

Naszyjnik: Claire's
Bransoletka: amberhurt
Bluzka:  bokserka z h&m i narzutka sh :)
spodenki: h&m
rajstopy łączone z zakolanówkami: n/n z lokalnego ryneczku 
(miałam je już na sobie dobre kilka razy, w tym hasałam w nich po haszczach na sesji z Liskiem
- i myślałam, że są nieśmiertelne... jednak poległy na tej imprezie XD)


Ok, wyglądamy tu bardzo źle, ale to jedyne zdjęcie z Maciusiem XD


Wczoraj odwiedziłam jedno z chińskich centr handlowych i kupiłam kilka rzeczy (sweter, rzęsy i... rolkę samoprzylepnej "tapety" w zeberkę :D). 
Tak, uwielbiam ten wzór, mam sporo rzeczy w pokoju z tym motywem (dywan, lustro, handmade pojemnik na kable, koc). Teraz postanowiłam odświeżyć stary laptop i kącik przy łóżku.

Nalepka w cukierki miała już chyba ze 4 lata i wyglądała strasznie... 
a pod spodem porysowany wierzch laptopa :(

Szafka nocna i brzeg jednej z szaf:

































Ostatnie zdjęcie przedstawia zaklejone miejsce, w którym źle połączyłam nalepkę... zasłania je teraz karta z singla ViViD z Ko-kim i autografy Dio- distraught overlord oraz polaroid z samym Mikaru... i już jest ładnie :D

Oprócz tego dziś trzy razy (!) odwiedzili mnie kurierzy. Tak, wypłata wyparowuje bardzo szybko... a ja się dziwię dlaczego :D

Zamówienie z czasnabuty.pl
- militarne botki z ćwiekami, delikatnie ocieplane- kupione już z myślą o wiośnie :D 
tak, jestem optymistą i liczę na krótką zimę...
- kozaczki, które są śliczne, proste... i miały być zimowe... niestety są podobnie "ocieplane" jak botki... na mnie za małe, przechwyciła je mama (jak je trochę rozchodzi to i tak ukradnę :P)

Kolejny kurier, kolejna paczka:
spore zamówienie z Biochemii Urody, ponieważ akurat w listopadzie skończyły mi się wszystkie kosmetyki od nich, a bardzo je lubię :( Przez to musiałam przerwać OCM i znów mi się cera psuje...



Następna notka będzie bardziej obszerna, będzie o tym zamówieniu i trzecim kurierze, który przyniósł mi nagrodę od pewnej firmy kosmetycznej, której kosmetyki ostatnio sobie testuję. Teraz mam ładny komplet... :D

I na koniec moja buzia. Ostatnio z powodu czystego lenistwa i wysychającego eyeliner'a (w weekend czas wybrać się do Natury...) robię prosty i szybki makijaż oczu, podobno dość w typie ulzzang? Możliwe, nie chcę tylko domalowywać aegyo sal, bo wtedy moje oczy są dość... wyłupiaste, haha.


sobota, 23 listopada 2013

Marchewa.

Hej... wiem, nie było mnie tu prawie miesiąc. Jednak nie jestem zbyt sumienna w prowadzeniu tego typu rzeczy...
W zasadzie nie mam ostatnio zbyt wiele czasu (ostatni rok studiów, pisanie pracy magisterskiej i takie tam...). Jednak ostatnio postanowiłam znów przez chwilę zająć się sobą i... przeszłam małą metamorfozę. Skorzystałam z okazji, że do mojego miasta powrócił i zaczął pracować w pobliskim salonie fryzjerskim mój dawny kolega- dostałam propozycję mega fajnego pakietu, więc zabrałam przyjaciółkę i trochę zaszalałyśmy (no dobra, ja bardziej)

Pakiet składał się z: dowolnej koloryzacji, zabiegu regenerującego firmy Joico, strzyżenia i modelowania.
Nie miałam absolutnie żadnego pomysłu no kolor, chciałam tylko, żeby były jasne (a ostatni raz jasne miałam... hm... 7 lat temu? :D). Kilka postów temu płakałam nad tym, że czerwień wyszła mi czarna... więc wyobraźcie sobie jak się bałam tego rozjaśnienia, z ciemnego koloru... Jednak najwyraźniej niepotrzebnie, pięknie i równo wszystko wyszło :)

Różne etapy naszej CZTEROGODZINNEJ zabawy:

po idealnie równiutkim rozjaśnieniu, samoobsługa, Maciek w tym czasie układał włosy mojej przyjaciółki :)


moje stracone włosy... z tyłu mam naprawdę króciutkie, zaszalał chłopak :D

po farbowaniu i ułożeniu.. zmęczona :)

tutaj włosy Marty *o* piękne, prawda? moje pióra to nic... :D


i moje włosy następnego dnia w słonecznym świetle :D

Intensywny kolor, prawda? W salonie zaplanowałam coś innego, chciałam ciemniejszy rudy... no ale stanęło na tym. Strasznie ciężko jest mi się przyzwyczaić do takiej zmiany :D

PRZED i PO :)


Włosy jeszcze są błyszczące i miękkie (pewnie po tym zabiegu regeneracyjnym, aktualnie myjąc je w domu traktuję je zakwaszającym szamponem, aplikuję im maskę lub olejuję na noc- boję się, aby nie stały się kiedyś sianem.... :O)

Oprócz tego, nie wiem dlaczego ale zapomniałam pochwalić się moim cudnym pandzio-piórnikiem :D Takie piękne rzeczy może wykonać wam tylko -> Marchewland

Cudna!

Oprócz tego w ostatnim tygodniu otrzymałam swoją nagrodę od szkla.com (konkurs na zdjęcie do ich kalendarza... niestety w paczce go nie było i mam nadzieję, że kiedyś otrzymam go na pamiątkę... :( ). Jak widzicie, całkiem pokaźna ta paczuszka. 


Były w niej zielone soczewki od FitView i powiem wam, że całkiem nieźle sprawdzają się na jasnych oczach, wyglądają naturalniej niż ich niebieska wersja (kiedyś wstawię foty do porównania, przy okazji recenzji posiadanych soczewek). Zielone możecie już zobaczyć na najnowszych zdjęciach powyżej, chyba najbardziej widać je na zdjęciu w porównaniu "PO" :D Może wrzucę jeszcze jakieś...

O tu widać, że są dość delikatne :)


Czy coś jeszcze miałam... AH! Ważna informacja!
Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to od wczoraj w Rossmannie jest -40% na całą kolorówkę! Wczoraj trochę uzupełniłam zapasy, jutro może je wam pokażę :)

sobota, 5 października 2013

Zamówienie z torebkihurt.pl i oddawanie krwi

Dzisiaj dość szybka notka, ponieważ ostatnio mam tak niewiele czasu, że pierwszy raz od 3 dni włączyłam komputer. Zazwyczaj wchodzę w internety tylko na telefonie, kiedy muszę sprawdzić maile i facebook'a... Jak znów wpadnę w normalny studencki rytm, to powinnam się tu częściej pojawiać. Widziałam, że kilka blogów nominowało mnie do zabawy w odpowiedzi na pytania, lecz niestety tak obszerna notka poczeka jeszcze trochę na swoją kolej.

Chciałam wam pokazać i zrecenzować stronę, na którą trafiłam za sprawą bloga melawswiecie . Chodzi o internetową hurtownię torebek torebkihurt.pl. To nie pierwszy raz, gdy postanowiłam zamówić coś w hurtowni internetowej, lecz do tej pory korzystałam jedynie z usług dwóch hurtowni biżuterii i dodatków- tak więc przyszedł czas wypróbować coś nowego :)
Warunkiem złożenia zamówienia przez osobę fizyczną było zakupienie minimum 5 sztuk i dokładnie tyle skompletowałam, po namówieniu mamy, cioci i przyjaciółki. Zamówienie przyszło szybciutko, w sobotę je złożyłam... a kurier był już u mnie we wtorek.

paczuszka

zawartość paczuszki, tylko środkowa torebka jest moja- chciałam coś kolorowego, wesołego i praktycznego (mieści a4)

moja torebka rozpakowana

kosztowała tylko ok. 20 zł <3

Inne torebki rozpakowane w celu sprawdzenia jakości, zamków, klamerek i innych pierdółek. Strasznie spodobała mi się górna torebka w kolorze fuksji, na którą namówiłam ciotkę. Sama chciałabym ją mieć, zdecydowanie najlepsza jakościowo ze wszystkich!


porównanie nowej torebki i starej, która jak widać jest już jednym, wielkim flakiem- oto dlaczego potrzebowałam czegoś nowego :D

Jakość torebek jest porównywalna do tych wszystkich, które widuję w chińskich centrach handlowych w potrójnej cenie (a czasem i większej!). Tyle tylko, że te są jakby staranniej wykonane i tak nie śmierdzą... :D Kiedyś kupiłam świetną torebkę w najtańszym "Chińczyku" u siebie w mieście... za całe 13 złotych monet, ale w środku miała paskudnie śmierdzący materiał i musiałam ją wyrzucić. Torba na zdjęciu wyżej również była kupiona w tym markecie i również za tak śmieszną cenę, a jednak wytrzymała baaardzo dużo (łącznie z podróżami pociągiem i poniewieraniem jej xD). Także uważam, że i w "Chińczykach" da się upolować coś taniego i fajnego, jednak tutaj zaryzykowałam z hurtownią i byłam bardzo zadowolona jakością. Mama i ciocia też, teraz będę czekać na recenzję mamy Mijebca. :D

Kolejna sprawa. Oddawaliście kiedyś krew?
Jeśli nie, a jesteście pełnoletni- serdecznie polecam spróbować i kontynuować. Sama kilka dni temu pierwszy raz oddałam krew (kiedyś zostałam odrzucona z powodu za małej wagi, teraz mnie przyjęto <3) i muszę powiedzieć, że miałam małego stracha. Igły zawsze budziły we mnie panikę, ale wiedziałam, że nie robię tego dla siebie, a dla innej osoby, którą moja krew mogła uratować. Nie obyło się bez przygód "po", jednak to zależy od tego, jak wasz organizm zareaguje na spadek ciśnienia/cukru/innych potrzebnych do stania w pionie rzeczy :D 
Jak to się odbywa?
Zgłaszamy się do Regionalnego Centrum Krwiodawsta, wypełniamy odpowiednie papierki, oddajemy krew do morfologii. Czekamy chwilkę i zaprasza nas do siebie lekarz, który sprawdza nasze ankiety, pyta o różne rzeczy (waga, miesiączka, operacje, choroby, piercing itp.) i gdy zostajemy zakwalifikowani, możemy udać się na oddanie krwi. Wcześniej mamy możliwość wypicia darmowej słodkiej herbaty, zjedzenia np. słodkiej bułki, aby podnieść cukier. Odpoczywamy, po czym udajemy się do sali pełnej łóżek, woreczków, maszynek, gdzie wszyscy leżą grzecznie i oddają swoje płyny XD Dostajemy instrukcje, ostrzeżenia (jeśli zaczyna nam się robić niedobrze, musimy od razu to zgłosić), montują nam sprzęcik w rękę, dostajemy piłeczkę do ściskania i jazda. Cała przyjemność trwa dosłownie kilka minut, napełniamy woreczek 450ml, później możemy poleżeć i odpocząć, jeśli było nam niedobrze. Dostajemy wodę, leki na ciśnienie jeśli są potrzebne (niektórzy od razu wstają i sobie idą, niektórzy widzą świat do góry nogami :D ). Później znów bufecik, gdzie dostajemy kawę/herbatę i w nagrodę kilka czekolad/batoników/różnych słodyczy zależy od dnia. Od razu radzę wszamać całą czekoladę i nie żałować sobie cukru, lepiej się poczujemy :) Wracamy do domu i odpoczywamy (w razie potrzeby bez problemu dostajemy zwolnienie ze szkoły/pracy!). To wszystko da się przeżyć i nie jest takie straszne, jak większość osób sobie wyobraża.
Jeśli oddaliśmy krew po raz pierwszy, kilka dni później możemy przyjść po wyniki i oznaczoną swoją grupę krwi- ja zajdę tam w poniedziałek i mam nadzieję, że wszystko z moim organizmem jest ok :)
Naprawdę, polecam spróbować- ratujecie życie drugiej osobie!

czekoladki <3




I randomowa focia z nowej auli mojego wydziału, która wygląda jak więzienie bez okien. Pierwszy wykład.