Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shopping. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shopping. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 marca 2014

O wszystkim i o niczym.

Hej ho!

To będzie nudna notka o moim życiu, więc jeśli kogoś to nie interesuję, polecam nie czytać ;)

Troszkę mnie tu nie było, jestem strasznie niesystematyczna, wiem wiem...
W zasadzie działo się tyle, że zaniedbałam większość swoich "internetowych obowiązków".
Teraz, po sesji egzaminacyjnej, po tygodniowej grypie, wchodzę w etap praktyk w szkole podstawowej... zaczynam 10 marca i szczerze mówiąc, troszkę się stresuję. Ostatnio pracowałam w szkole dwa lata temu, więc odrobinę odzwyczaiłam się od tego całego zamieszania :P

A co działo się pomiędzy?

Moje dziewczyny wróciły oczywiście z Japonii, i przywiozły mi troszkę pamiątek :)
Tej czekolady Willy Wonka chyba NIGDY nie zjem, a rzęs bałam się używać, haha. Ale jednak się odważyłam- i bardzo je polubiłam :D

Później... Walentynki... które spędziłam tak:

:D

...Następnie nastąpiła straszna choroba zwana grypą, która zwaliła i mnie i mamę z nóg na ponad tydzień (w zasadzie ciągle miałam gorączkę i prawie nie opuszczałam łóżka... nikomu nie życzę takich infekcji :()

Dopiero wracają mi siły, więc staram się znów wrócić do żywych, do rytmu pracy, jaki narzuciłam sobie wcześniej :)

Na przykład... ostatnio dostałam wiadomość od dawnej przyjaciółki z podstawówki. Założyła własną agencję reklamy i promocji.. i zaproponowała mi małą współpracę.
Dzięki temu wczoraj miałam okazję sprawdzić się na prawdziwej, profesjonalnej sesji zdjęciowej. Potraktowałam to raczej jako zabawę i chęć zdobycia nowych doświadczeń, dlatego bardzo dobrze się bawiłam :D

Przyznam, że starałam się nikomu nie mówić o moich planach, ponieważ sama nie byłam pewna, czy wezmę w tym udział. Jakoś nigdy nie zależało mi na takich rzeczach... Mam nadzieję, że tego nie pożałuję :)
Było tam kilku moich znajomych, poznałam też kilka przesympatycznych osób (przepraszam wizażystkę za to, że przeze mnie znienawidziła azjatycki typ makijażu i musiałyśmy improwizować, haha)... i wcale nie czuło się żadnego napięcia i stresu. Pomimo, że spędziłam tam cały dzień (chciałam poczekać na kolegę, który jest fryzjerem). Jedyne, co dziś czuję, to zakwasy na udach- od całego dnia biegania na obcasach, haha.
Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zobaczymy jakieś efekty tej pracy :)

Tutaj mała zabawa w studiu. Tak, czasem nam się nudziło :D





Szkoda, że na zdjęciach nie mogłam mieć tej czapki, haha :D


wrzucę jeszcze kilka zdjęć z ostatnich zakupów:

tak, kolejny tint od astora... 4 w kolekcji xDDD

taaak! nowe soczewki! 2 pary są moje...przyszły idealnie na czas sesji! następna notka będzie o nich :D

środa, 4 grudnia 2013

Zeberkowo

Wreszcie skończyłam chorować! Od poniedziałku chodzę (powiedzmy) na zajęcia, wreszcie po "wypłacie" mogłam pojechać na zakupy, albo zrobić je w necie... i  niestety znów mam mniej czasu :( Jutro czeka mnie cały dzień w bibliotekach, ale będę dzielna i nie usnę w cichutkich czytelniach... oby.
W sobotę, jeszcze trochę chora, poszłam na urodziny kolegi (stylisty fryzur, o którym pisałam ostatnim razem przy temacie włosów) i pomimo choroby całkiem nieźle się wybawiłam :D Mieliśmy małą salę vip dla siebie, o której praktycznie nikt nie wiedział... śmiesznie było! Niestety normalnych zdjęć nie posiadam, jedyne całościowe to te z zaskoczenia, na którym wyglądam jak kot, który nie ogarnia kuwety:

Naszyjnik: Claire's
Bransoletka: amberhurt
Bluzka:  bokserka z h&m i narzutka sh :)
spodenki: h&m
rajstopy łączone z zakolanówkami: n/n z lokalnego ryneczku 
(miałam je już na sobie dobre kilka razy, w tym hasałam w nich po haszczach na sesji z Liskiem
- i myślałam, że są nieśmiertelne... jednak poległy na tej imprezie XD)


Ok, wyglądamy tu bardzo źle, ale to jedyne zdjęcie z Maciusiem XD


Wczoraj odwiedziłam jedno z chińskich centr handlowych i kupiłam kilka rzeczy (sweter, rzęsy i... rolkę samoprzylepnej "tapety" w zeberkę :D). 
Tak, uwielbiam ten wzór, mam sporo rzeczy w pokoju z tym motywem (dywan, lustro, handmade pojemnik na kable, koc). Teraz postanowiłam odświeżyć stary laptop i kącik przy łóżku.

Nalepka w cukierki miała już chyba ze 4 lata i wyglądała strasznie... 
a pod spodem porysowany wierzch laptopa :(

Szafka nocna i brzeg jednej z szaf:

































Ostatnie zdjęcie przedstawia zaklejone miejsce, w którym źle połączyłam nalepkę... zasłania je teraz karta z singla ViViD z Ko-kim i autografy Dio- distraught overlord oraz polaroid z samym Mikaru... i już jest ładnie :D

Oprócz tego dziś trzy razy (!) odwiedzili mnie kurierzy. Tak, wypłata wyparowuje bardzo szybko... a ja się dziwię dlaczego :D

Zamówienie z czasnabuty.pl
- militarne botki z ćwiekami, delikatnie ocieplane- kupione już z myślą o wiośnie :D 
tak, jestem optymistą i liczę na krótką zimę...
- kozaczki, które są śliczne, proste... i miały być zimowe... niestety są podobnie "ocieplane" jak botki... na mnie za małe, przechwyciła je mama (jak je trochę rozchodzi to i tak ukradnę :P)

Kolejny kurier, kolejna paczka:
spore zamówienie z Biochemii Urody, ponieważ akurat w listopadzie skończyły mi się wszystkie kosmetyki od nich, a bardzo je lubię :( Przez to musiałam przerwać OCM i znów mi się cera psuje...



Następna notka będzie bardziej obszerna, będzie o tym zamówieniu i trzecim kurierze, który przyniósł mi nagrodę od pewnej firmy kosmetycznej, której kosmetyki ostatnio sobie testuję. Teraz mam ładny komplet... :D

I na koniec moja buzia. Ostatnio z powodu czystego lenistwa i wysychającego eyeliner'a (w weekend czas wybrać się do Natury...) robię prosty i szybki makijaż oczu, podobno dość w typie ulzzang? Możliwe, nie chcę tylko domalowywać aegyo sal, bo wtedy moje oczy są dość... wyłupiaste, haha.


wtorek, 26 listopada 2013

Rossmannowo-Grypowo-Porządkowo

Postanowiłam skorzystać z faktu, że już trzeci dzień grypuję w domu i coś naskrobać.

W poprzednim poście wspominałam o -40% na kolorówkę w Rossmannie i o tym, że już w piątek dokonałam swoich zakupów. Oto małe (aparat mi umiera, i nie pozwolił zrobić więcej zdjęć...) podsumowanie łupów:


-płyn miceralny od Bourjois nie był w promocji, jednak akurat mi się skończył- zapewnia NAJLEPSZY demakijaż, zwłaszcza kremów BB
- podkład od Maybelline i puder od Astora, o których słów kilka będzie niżej
-2 lakiery wibo- jeden to top coat z drobinkami (zrobię manicure i wam go pokażę, bo jest śliczny, tylko... matowy, czego nie zauważyłam zabierając go z półki :( ), drugi brązowy ze złotą poświatą
- lakier Lovely- łososiowy z drobinkami
- pomadka-eliksir od Wibo, dość wściekle różowa, chciałam jej zrobić zdjęcie, ale aparat... :( kupiona w celu porównania pomadko-błyszczyków Lovely i Wibo 
- pomadka błyszczykowa Lovely, której nie ma na zdjęciu, bo szybko zabrała ją mama... i dostała na nią alergii ;) więc nie jest taka cudna, jak ją chwalą
-jakiś randomowy błyszczyk od Wibo, kupiony tylko do podkreślenia gradient lips
- róż w cieplejszych tonach, bardziej beżowych, od Wibo (gdyż mam same różowe róże i chciałam sprawdzić, jak taki odcień będzie prezentował się z moimi nowymi włosami- i faktycznie, jest lepiej... ale i tak wolę róże od MUA)
- brązowa kredka do oczu od Lovely
- I MOJE CUDO:

- tak, pomadka-masełko od Revlon <3 Revlon ColorBurst Lip Butter- wymarzona, wyczekana i upolowana :D Mam zdecydowaną obsesję jeśli chodzi o akurat te pomadki i jestem nią zachwycona. Mój kolor to 027 Juciy Papaya (kolor nieco bardziej zgaszony niż na zdjęciu, w przyszłości zrobię lepszy swatch). Szczerze mówiąc miałam dylemat, który kolor wybrać... portfel już płakał, a to i tak była najdroższa z kupionych rzeczy :D"

Obiecanych słów kilka o podkładzie i pudrze, które ostatnio stały się podstawą mojej kosmetyczki, gdy jako student potrzebuję szybko wybrać się na zajęcia i nie nakładać na siebie zbyt wiele tapety :D
- podkład Maybelline Affinitone- oj, długo się do niego przekonywałam... ale jak widać kupiłam drugie opakowanie. Chyba najbardziej podoba mi się w nim dość dobrze dopasowany, jasny odcień (Light Sand Beige- przynajmniej po lecie pasuje, zimą pewnie będzie ciut ciemny) i przyjemne, satynowe w dotyku wykończenie. Jest średniokryjący, przeciętnie trzyma się buzi. Ale utrwalony pudrem od Astora trzyma się tyle, ile od niego wymagam- czyli wytrzymuje moje wyjście na zajęcia, wysiedzenie na nich i powrót. Szybko się nim maluje, a gdy coś muszę zakorektorować to wspomagam się Skin79 Line Cover BB Cream Plus i daje radę. Używam go na zmianę z BB od Holika Holika lub Revlon Colorstay (ten drugi na większe wyjścia).
- puder Astor Anti Shine Mattitude- posiadam najjaśniejszy kolor, bodajże 002 (wybaczcie, grypowy leń zabrania mi wychodzenia z łóżka i szukania teraz kosmetyków :D). Używam go na zmianę z pudrem bambusowym z Biochemii Urody, aby skóra czasem odpoczęła od niego. Jest dość kryjący, widać go na podkładzie, jednak po jakimś czasie się wchłania i wyrównuje buzię. Podobno przede wszystkim jest matujący, ale ja już w takie cuda nie wierzę- owszem, trochę trzyma na początku, ale po jakichś dwóch godzinach i tak potrzeba delikatnych poprawek. Taka uroda cery mieszanej. Ah, no i ma beznadziejne opakowanie... jak za taką cenę... dlatego nigdy nie kupuję go w cenie regularnej (ok. 31 zł). Jednak i tak jest to mój ulubiony jak na razie puder prasowany- jako jedyny nie przyciemnił mojej buzi, nie ciemnieje w trakcie noszenia i daje dość ładne wykończenie plus krycie tego, czego nie zakrył podkład.

Trzeci dzień chorowania jednak zaowocował czymś pożytecznym- nie miałam ochoty siedzieć w łóżku, więc przeniosłam się na podłogę, gdzie dzielnie postanowiłam zrobić porządek w kosmetykach. Niestety, połowa nadawała się już do wyrzucenia a resztę trzeba było jakoś posegregować. Teraz takie oto pudełeczka stoją na mojej biurko-toaletce i w szafce:

od lewej od dołu:
przezroczysty pojemniczek- pomadki, błyszczyki
zielony pojemniczek- lakiery do paznokci
fioletowy pojemnik- kremy do rąk, maseczki, próbki, olejki, peelingi, korund, witaminy i inne bzdety do robienia kosmetyków
czarny (otwarty) z Marilyn <3 - tusze do rzęs, kredki, cienie
czarna tuba z Marilyn- pędzle do makijażu
drewniany koszyczek- podkłady, pudry, ulubione cienie

A z tyłu karton z wyrzuconymi kosmetykami... :D Wreszcie jakiś porządek!

Przy okazji odkryłam, ile jeszcze czeka na mnie próbek... kilka musiałam wyrzucić ze względu na ich termin, a i tak trochę zostało:

Chyba czas coś z nimi zrobić XD


Właśnie zostałam uświadomiona przez mamę, że czeka jeszcze jest stos kosmetyków w łazienkowych kosmetyczkach... o nie, nie mam już dziś na nie siły! xDDDD


sobota, 23 listopada 2013

Marchewa.

Hej... wiem, nie było mnie tu prawie miesiąc. Jednak nie jestem zbyt sumienna w prowadzeniu tego typu rzeczy...
W zasadzie nie mam ostatnio zbyt wiele czasu (ostatni rok studiów, pisanie pracy magisterskiej i takie tam...). Jednak ostatnio postanowiłam znów przez chwilę zająć się sobą i... przeszłam małą metamorfozę. Skorzystałam z okazji, że do mojego miasta powrócił i zaczął pracować w pobliskim salonie fryzjerskim mój dawny kolega- dostałam propozycję mega fajnego pakietu, więc zabrałam przyjaciółkę i trochę zaszalałyśmy (no dobra, ja bardziej)

Pakiet składał się z: dowolnej koloryzacji, zabiegu regenerującego firmy Joico, strzyżenia i modelowania.
Nie miałam absolutnie żadnego pomysłu no kolor, chciałam tylko, żeby były jasne (a ostatni raz jasne miałam... hm... 7 lat temu? :D). Kilka postów temu płakałam nad tym, że czerwień wyszła mi czarna... więc wyobraźcie sobie jak się bałam tego rozjaśnienia, z ciemnego koloru... Jednak najwyraźniej niepotrzebnie, pięknie i równo wszystko wyszło :)

Różne etapy naszej CZTEROGODZINNEJ zabawy:

po idealnie równiutkim rozjaśnieniu, samoobsługa, Maciek w tym czasie układał włosy mojej przyjaciółki :)


moje stracone włosy... z tyłu mam naprawdę króciutkie, zaszalał chłopak :D

po farbowaniu i ułożeniu.. zmęczona :)

tutaj włosy Marty *o* piękne, prawda? moje pióra to nic... :D


i moje włosy następnego dnia w słonecznym świetle :D

Intensywny kolor, prawda? W salonie zaplanowałam coś innego, chciałam ciemniejszy rudy... no ale stanęło na tym. Strasznie ciężko jest mi się przyzwyczaić do takiej zmiany :D

PRZED i PO :)


Włosy jeszcze są błyszczące i miękkie (pewnie po tym zabiegu regeneracyjnym, aktualnie myjąc je w domu traktuję je zakwaszającym szamponem, aplikuję im maskę lub olejuję na noc- boję się, aby nie stały się kiedyś sianem.... :O)

Oprócz tego, nie wiem dlaczego ale zapomniałam pochwalić się moim cudnym pandzio-piórnikiem :D Takie piękne rzeczy może wykonać wam tylko -> Marchewland

Cudna!

Oprócz tego w ostatnim tygodniu otrzymałam swoją nagrodę od szkla.com (konkurs na zdjęcie do ich kalendarza... niestety w paczce go nie było i mam nadzieję, że kiedyś otrzymam go na pamiątkę... :( ). Jak widzicie, całkiem pokaźna ta paczuszka. 


Były w niej zielone soczewki od FitView i powiem wam, że całkiem nieźle sprawdzają się na jasnych oczach, wyglądają naturalniej niż ich niebieska wersja (kiedyś wstawię foty do porównania, przy okazji recenzji posiadanych soczewek). Zielone możecie już zobaczyć na najnowszych zdjęciach powyżej, chyba najbardziej widać je na zdjęciu w porównaniu "PO" :D Może wrzucę jeszcze jakieś...

O tu widać, że są dość delikatne :)


Czy coś jeszcze miałam... AH! Ważna informacja!
Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to od wczoraj w Rossmannie jest -40% na całą kolorówkę! Wczoraj trochę uzupełniłam zapasy, jutro może je wam pokażę :)

sobota, 5 października 2013

Zamówienie z torebkihurt.pl i oddawanie krwi

Dzisiaj dość szybka notka, ponieważ ostatnio mam tak niewiele czasu, że pierwszy raz od 3 dni włączyłam komputer. Zazwyczaj wchodzę w internety tylko na telefonie, kiedy muszę sprawdzić maile i facebook'a... Jak znów wpadnę w normalny studencki rytm, to powinnam się tu częściej pojawiać. Widziałam, że kilka blogów nominowało mnie do zabawy w odpowiedzi na pytania, lecz niestety tak obszerna notka poczeka jeszcze trochę na swoją kolej.

Chciałam wam pokazać i zrecenzować stronę, na którą trafiłam za sprawą bloga melawswiecie . Chodzi o internetową hurtownię torebek torebkihurt.pl. To nie pierwszy raz, gdy postanowiłam zamówić coś w hurtowni internetowej, lecz do tej pory korzystałam jedynie z usług dwóch hurtowni biżuterii i dodatków- tak więc przyszedł czas wypróbować coś nowego :)
Warunkiem złożenia zamówienia przez osobę fizyczną było zakupienie minimum 5 sztuk i dokładnie tyle skompletowałam, po namówieniu mamy, cioci i przyjaciółki. Zamówienie przyszło szybciutko, w sobotę je złożyłam... a kurier był już u mnie we wtorek.

paczuszka

zawartość paczuszki, tylko środkowa torebka jest moja- chciałam coś kolorowego, wesołego i praktycznego (mieści a4)

moja torebka rozpakowana

kosztowała tylko ok. 20 zł <3

Inne torebki rozpakowane w celu sprawdzenia jakości, zamków, klamerek i innych pierdółek. Strasznie spodobała mi się górna torebka w kolorze fuksji, na którą namówiłam ciotkę. Sama chciałabym ją mieć, zdecydowanie najlepsza jakościowo ze wszystkich!


porównanie nowej torebki i starej, która jak widać jest już jednym, wielkim flakiem- oto dlaczego potrzebowałam czegoś nowego :D

Jakość torebek jest porównywalna do tych wszystkich, które widuję w chińskich centrach handlowych w potrójnej cenie (a czasem i większej!). Tyle tylko, że te są jakby staranniej wykonane i tak nie śmierdzą... :D Kiedyś kupiłam świetną torebkę w najtańszym "Chińczyku" u siebie w mieście... za całe 13 złotych monet, ale w środku miała paskudnie śmierdzący materiał i musiałam ją wyrzucić. Torba na zdjęciu wyżej również była kupiona w tym markecie i również za tak śmieszną cenę, a jednak wytrzymała baaardzo dużo (łącznie z podróżami pociągiem i poniewieraniem jej xD). Także uważam, że i w "Chińczykach" da się upolować coś taniego i fajnego, jednak tutaj zaryzykowałam z hurtownią i byłam bardzo zadowolona jakością. Mama i ciocia też, teraz będę czekać na recenzję mamy Mijebca. :D

Kolejna sprawa. Oddawaliście kiedyś krew?
Jeśli nie, a jesteście pełnoletni- serdecznie polecam spróbować i kontynuować. Sama kilka dni temu pierwszy raz oddałam krew (kiedyś zostałam odrzucona z powodu za małej wagi, teraz mnie przyjęto <3) i muszę powiedzieć, że miałam małego stracha. Igły zawsze budziły we mnie panikę, ale wiedziałam, że nie robię tego dla siebie, a dla innej osoby, którą moja krew mogła uratować. Nie obyło się bez przygód "po", jednak to zależy od tego, jak wasz organizm zareaguje na spadek ciśnienia/cukru/innych potrzebnych do stania w pionie rzeczy :D 
Jak to się odbywa?
Zgłaszamy się do Regionalnego Centrum Krwiodawsta, wypełniamy odpowiednie papierki, oddajemy krew do morfologii. Czekamy chwilkę i zaprasza nas do siebie lekarz, który sprawdza nasze ankiety, pyta o różne rzeczy (waga, miesiączka, operacje, choroby, piercing itp.) i gdy zostajemy zakwalifikowani, możemy udać się na oddanie krwi. Wcześniej mamy możliwość wypicia darmowej słodkiej herbaty, zjedzenia np. słodkiej bułki, aby podnieść cukier. Odpoczywamy, po czym udajemy się do sali pełnej łóżek, woreczków, maszynek, gdzie wszyscy leżą grzecznie i oddają swoje płyny XD Dostajemy instrukcje, ostrzeżenia (jeśli zaczyna nam się robić niedobrze, musimy od razu to zgłosić), montują nam sprzęcik w rękę, dostajemy piłeczkę do ściskania i jazda. Cała przyjemność trwa dosłownie kilka minut, napełniamy woreczek 450ml, później możemy poleżeć i odpocząć, jeśli było nam niedobrze. Dostajemy wodę, leki na ciśnienie jeśli są potrzebne (niektórzy od razu wstają i sobie idą, niektórzy widzą świat do góry nogami :D ). Później znów bufecik, gdzie dostajemy kawę/herbatę i w nagrodę kilka czekolad/batoników/różnych słodyczy zależy od dnia. Od razu radzę wszamać całą czekoladę i nie żałować sobie cukru, lepiej się poczujemy :) Wracamy do domu i odpoczywamy (w razie potrzeby bez problemu dostajemy zwolnienie ze szkoły/pracy!). To wszystko da się przeżyć i nie jest takie straszne, jak większość osób sobie wyobraża.
Jeśli oddaliśmy krew po raz pierwszy, kilka dni później możemy przyjść po wyniki i oznaczoną swoją grupę krwi- ja zajdę tam w poniedziałek i mam nadzieję, że wszystko z moim organizmem jest ok :)
Naprawdę, polecam spróbować- ratujecie życie drugiej osobie!

czekoladki <3




I randomowa focia z nowej auli mojego wydziału, która wygląda jak więzienie bez okien. Pierwszy wykład.


wtorek, 24 września 2013

Shopping i MJ jacket

Hejka!

Z góry chciałam przeprosić za jakość zdjęć, ale jestem chora i nie uśmiechało mi się spędzanie czasu na dopieszczaniu wszystkiego, a potem już nawet było zbyt ciemno...

Ostatnio pojechałam z mamą na zakupy- miała kupić sobie spodnie, buty i jakieś potrzebne do jej wyjazdu do Szwecji rzeczy... I oczywiście nic ciekawego nie mogłyśmy znaleźć. To straszne, jak beznadziejne spodnie robią sieciówki w większych rozmiarach (42) i ile sobie za nie cenią O_O
W każdym bądź razie ja polowałam na bluzę zakładaną przez głowę lub cieńszy sweterek... i również nic nie wpadło mi w oko (a to co wpadło, zdecydowanie przekraczało mój budżet xD).
I oczywiście musiałam wpaść na coś, czego KOMPLETNIE nie planowałam a zapragnęłam całym sercem.

Nigdy chyba o tym nie wspominałam, ale od dzieciństwa jestem wielką fanką MJ. Jest to zdecydowanie jeden z tych idoli, na których wyrosłam i którym wiele zawdzięczam. Więc zawsze, gdy widzę coś, co kojarzy mi się z Jacksonem... od razu za to chwytam i niosę do domu. Ostatnio nawet moja mama nauczyła się tego i po moim powrocie z Ustronia wręczyła mi cudny pamiątkowy album z pobytu MJ w Polsce. Zdobyła go dosłownie za grosze *o*

No ale ja nie o tym. Wracajmy do zakupów i jednej z białostockich galerii handlowych.
Wchodzę od niechcenia do De Facto, mama przegląda sobie kurtki i próbuje się wbić w jakąś czerwoną, ale jęczy, że jej się na piersiach nie zapina... Zerkam na to, co moja rodzicielka tworzy... I JUŻ WIEM, Z CZYM WRÓCĘ DO DOMU.
Jak zapewne każdy wie, MJ wylansował wiele elementów garderoby, które do tej pory wracają do łask. Gdy zobaczyłam w co wciska się moja mama, zabrałam jej to i schowałam się w przymierzalni... na mnie pasowała idealnie. A mama była zadowolona, że kupiłam sobie wreszcie coś, co nie było czarne.

Oto inspiracja:

A to moja zdobycz :D


Wiem, nie jest identyczna, ale jest bardziej dostosowana do mnie... xD Czarne rurki, czarne wysokie skórzane botki i czuję się w niej idealnie! Nie mogę doczekać się wiosny lub powrotu cieplejszej, złotej jesieni...
Przed przeceną kosztowała ponad 200 złotych (już wyrzuciłam metkę _-_) a ja ją nabyłam za 120 zł, bo miała małą dziurkę- którą zakryłam ćwiekiem :D


Oprócz tego potrzebowałam nowej czapki (trochę grubszej od ozdobionej przeze mnie "menelki" z dużo wcześniejszego posta), więc i za tym się oglądałam. Zamarzyły mi się jakieś uszka, ale nie nachalne i niezbyt infantylne. W Tally Weijl wpadła mi w oko czarna czapeczka z misiowymi uszami za 24,90... ale postanowiłam jeszcze się rozejrzeć. I wtedy w Housie zauważyłam IDENTYCZNĄ (tylko metka sieciówki w środku się różniła :D) za 19,90. Stwierdziłam, że to przeznaczenie, wybrałam kolor (czarny, oczywiście) i ruszyłam do kasy.

Polecam, cieplutka, wygodna (mam duży romiar łebka, a tu był wybór rozmiarówek) i całkiem urocza :D Teraz zima mi nie straszna, haha.

Tego samego dnia rano zauważyłam, że kończą mi się moje perfumy (Naomi Campbell Cat Deluxe), z fioletowego Bruno Banani też już nic bym nie wycisnęła, więc zostałam zmuszona do kupienia jakichś małych, na zastępstwo (ponieważ na Gwiazdkę dostanę Fame od Lady Gaga, więc nie opłacało mi się teraz w nic większego inwestować).  
W SuperPharm wpadłam na promocję perfum Bourjois Glamour... i zakochałam się zarówno we flakonikach, jak i zapachach. Najbardziej przypadł mi do gustu zapach Lovely, ale postanowiłam najpierw sprawdzić, jak moja skóra na niego zareguje.

Opis kompozycji z http://ibeauty.pl/
nuty głowy - liść fiołka, czarna porzeczka, czerwone jabłko
nuty serca - róża turecka, jaśmin
nuty bazy - biały cedr, piżmo, bursztyn
... i było to bardzo dobre posunięcie, bo niestety po godzinie zapach na mojej skórze zrobił się straszliwie słodki, ciężki (a lubię ciężkie zapachy), ale zbyt słodki i trochę... mydlany? Aczkolwiek kiedyś i tak je kupię.... xD Chciałabym go dłużej postosować i sprawdzić, jak sprawuje się w codziennym użytku. Może mój nos był już tak zmęczony, że mnie oszukał i jednak pierwszy "niuch" był trafny i to nowe perfumy specjalnie dla mnie!

...Zdecydowałam się w końcu na sprawdzone już wcześniej Playboye :)

Mam nadzieję, że te 30ml wystarczy mi do końca grudnia, bo będę musiała posiłkować się dezodorantami :D


To tyle, a teraz idę lizać rany po dzisiejszym oczyszczaniu twarzy u kosmetyczki </3 Moja twarz nie nadaje się dzisiaj do niczego, więc jak tylko dobiegłam do domu (kosmetyczka na osiedlu), to wskoczyłam pod koc i alienowałam się z książką :D







wtorek, 14 maja 2013

Gwiyomi i inne głupotki~

Ostatnio dopadł mnie mały leń. Robię wszystko, byle nie zajmować się studiowaniem... to chyba ta wiosenna pogoda. Codziennie od tygodnia biegam popołudniami na rehabilitację, gdzie podłączają mnie pod prąd i jest fajnie XD Ale niedługo już koniec... i boję się, że znów będzie mnie bolało... No cóż, dam radę, kwestia przyzwyczajenia :D

Podczas leniuchowania do głowy wpadają czasem głupie pomysły, pierwszym z nich kilka dni temu było nakręcenie własnego filmiku z Gwiyomi... Właściwie powtórzyłam sobie to 3-4 razy i od razu nagrałam... Traktuję to jako świetną zabawę, szczególnie dla kogoś, kto tak jak ja nie umie i nie lubi tańczyć :D


Na filmiku widać trochę mój nowy nabytek... żółtciutkie słuchawki! Prezent od mamy, bardzo się z niego cieszę, bo już od dłuższego czasu polowałam na jakieś spore słuchawy. Jak na razie jestem zadowolona, tylko szkoda, że się nie składają... ale cóż, kończą jako nowa ozdoba szyi :D Kilka osób pytało mnie o firmę i cenę- ceny nie znam, ale firma to znane Skullcandy i internety pokazują mi cenę od ok.70 zł, także tyle w ramach info. Doczepiłam jeszcze do nich plastikowe ćwieki, na tymczas, ale chyba niedługo wylądują tam na stałe :D


Oprócz tego wczoraj na dosłownie minutkę postanowiłam pobawić się photoshopem i... zrobić sobie operację plastyczną "na ulzzanga"... efekt jest ZABAWNY :D


Taki ufoludek...

I dzisiejsza, szybka fota (próbowałam domalować sobie wałeczki... fail...)




Podsumowując... nie chciałabym być ulzzangiem, to nie dla mnie, jak widać ;)

~Sisu